
Wspomnienie
Pod Bożą opieką
Niedawna śmierć Gustawa Gottesmana pozbawiła Polskę nie tylko jednego z jej legendarnych redaktorów naczelnych, lecz również świadka, człowieka który przeżeglował przez najbardziej niebezpieczne nurty historii swojego narodu. Ja straciłem przyjaciela który przez cztery dekady zastępował mi ojca.
wspomina
NEAL ASCHERSON
Gottesman nigdy nie zdradził swoich przyjaciół. W październiku 1956 roku, gdy Polska odrzuciła stalinizm, pozwolono mu obejrzeć swoją teczkę. Nazwiska znajomych, którzy na niego donosili przeraziły go. Podobnie jak kłamstwa, które zmyślali. Tego szoku nigdy nie zapomniał.
Przeciwnicy reżimu tworzyli dwie kategorie. Jedni odrzucali go w całości. To ci patrioci, którzy zawsze postrzegali ówczesną rzeczywistość jako bolszewicką okupację. Poddawani ciężkim represjom, odnaleźli swój głos dopiero w późnych latach siedemdziesiątych. Byli również inni, głównie intelektualiści, którzy na początku współpracowali z partią. Z nadzieją, że uda się ją zmienić w stronnictwo socjaldemokratyczne. Gdy zobaczyli, że jest to utopia, przeszli do opozycji. Wielu z nich rozpoczęło swą drogę od marksizmu. Gdy przyszły lata osiemdziesiąte, część pojednała się z Kościołem katolickim.
Gustaw Gottesman należał do tej drugiej grupy. Będzie pamiętany jako redaktor naczelny świetnych, lecz krótko wychodzących pism literackich. Celowały w reportażu i krytyce, wolnej i dowcipnej lecz utrzymanej w ramach polityki partii. Po pewnym czasie, cierpliwość działaczy partyjnych i cenzorów wyczerpywała się "Przegląd Kulturalny" został zamknięty w 1963 roku, a Gustaw stracił stanowisko redaktora naczelnego "Literatury" w roku 1975. Wówczas wystąpił z PZPR.
Życie Gottesmana składało się przecież z czegoś więcej niż redagowanie tygodników; jego droga rozpoczęła się w nadziei, przeszła przez rozczarowanie i powróciła do nadziei. Urodził się w Lwowie. Był synem zasymilowanego Żyda i Polki, która z własnej woli podzieliła tragiczny los swego męża podczas okupacji faszystowskiej. Gustaw w 1939 roku przeszedł przez góry na Węgry, by przyłączyć się do wojska polskiego na Zachodzie. Pracował w Londynie, w ministerstwach rządu na emigracji. W 1944 roku przepłynął Atlantyk z Maynard Keynesem na pokładzie "Queen Mary", jako delegat polskiego rządu na konferencję w Bretton Woods. Później wrócił do Ameryki, jako pracownik ONZ. Politycznie był lewicowcem. Popierał tę frakcję Polskiej Partii Socjalistycznej, która zgodziła się połączyć z komunistami. W 1949 roku postanowił wrócić do Polski. Przetrwał lata stalinowskie. Stracił pracę, uniknął procesu i wyroku. Dyskretnie chronił go od najgorszego ówczesny premier Józef Cyrankiewicz, PPS-owiec, który organizował ruch oporu w Oświęcimiu.
Po październiku Gustaw zabłysnął jako redaktor naczelny. Partia nie miała do niego zaufania, ale pisarze rozwijali się na stronach jego tygodników. Korzystał ze swoich kontaktów na Zachodzie. Rozmawiał często z wieloma dziennikarzami zachodnimi. Także ze mną. Informował nas o sytuacji w Polsce. Wydarzenia 1968 roku, które zamieniły się w polowanie na Żydów, mocno uderzyły w niego i jego rodzinę. Nie wyraził jednak zgody na emigrację. W połowie lat siedemdziesiątych miał bliskie kontakty z grupami opozycyjnymi. Większość intelektualistów, którzy przyłączyli się do rewolucji 1980 roku, było jego osobistymi przyjaciółmi. Rok później został zatrzymany i przesłuchany w pierwszych godzinach stanu wojennego.
Reżim komunistyczny powoli dogorywał. Wszyscy to czuli. Gustaw pełnił rolę łącznika pomiędzy podziemną opozycją a Kościołem katolickim. Gdy w 1989 roku został powołany pierwszy rząd niekomunistyczny, składał się on z ludzi, którzy albo pisali kiedyś dla Gustawa, albo kłócili się z nim na tematy historyczne albo też przychodzili na tajne zebrania w jego mieszkaniu.
Gustaw był Europejczykiem przez instynkt, wychowanie i doświadczenie. Ale jego ojczyzna duchowa nie znajdowała się w kawiarniach centralnej Europy, lecz na wolnym Zachodzie. Tam gdzie jest miejsce Polski pośród debat intelektualnych na temat strategii wolnego świata, przyszłości Niemiec czy zjednoczenia Europy. Stosunki Gustawa z RFN nie były łatwe. Gardził tępym rewizjonizmem lat Adenauerowskich i beztroską pogonią za odprężeniem za każdą cenę w wydaniu lewicowo-liberalnych intelektualistów niemieckich. Dobrze czuł się we Francji, lecz najlepiej w Anglii. Jednocześnie wzruszała i śmieszyła go spokojna wiara Anglików we własne wartości. Miał w Wielkiej Brytanii szeroki krąg wpływowych przyjaciół; Michael Foot, ongiś przewodniczący Partii Pracy, czy Brian Beedham, naczelny "The Economist" i przede wszystkimi David Astor, redaktor naczelny "Obserwera". Dla tego ostatniego Gustaw był ciągłym źródłem pomysłów i planów mających na celu osłabienie napięć zimnej wojny. Gustaw był też weteranem polsko-brytyjskich spotkań przy okrągłym stole. Kiedy, jak to często bywało, nie znajdowało się dla niego miejsce w składzie polskiej delegacji, strona brytyjska przychodziła wieczorami do jego mieszkania na Wiejskiej, by podsumować obrady. Wielu brytyjskich ambasadorów korzystało z jego rad.
Był mężczyzną niewysokim, ale władczym. Był lojalnym i dowcipnym przyjacielem, ale był też bardzo drażliwy. Był drażliwy ponieważ cenił sobie prawdę i nie cierpiał podwójnej gry.
Gustawowi Gottesmanowi udało się przetrwać, lecz nigdy nie godził się zostać ofiarą. Czy wolna Polska nie rozczarowała go? Tadeusz Konwicki napisał po śmierci Gustawa, że "nie bardzo był mu w smak ten świat politycznego, intelektualnego i moralnego chaosu". Nie wiem czy się zgadzam. Gdy widziałem go ostatni raz, powiedział do mnie niespodziewanie: "Polska znajduje się w jednym z tych okresów kiedy jest pod opieką Bożą". Zastanawiam się wciąż, co miał na myśli.
Neal Ascherson
jest brytyjskim dziennikarzem, który od wielu lat pisze o Polsce. Jego najnowsza książka "Morze Czarne" okaże się niebawem w polskim przekładzie.
|