Nie wiem, jak inni czytelnicy, ale ja w pierwszym zdaniu „Baumgartena” słyszę melodię i ton prozy J.M. Cotzeego, skądinąd przyjaciela Paula Austera. Dali wyraz swojej zażyłości w opublikowanej korespondencji, właśnie w niej wszystkim panom polecając zasadę: „Nie wybieraj na żonę kobiety, której nie wybrałbyś na przyjaciela, gdyby była mężczyzną”. Auster dodał: „mężczyzna idzie z kobietą do łóżka, by móc z nią porozmawiać”.
Paul Auster i „Baumgarten"
To prawda: w „Baumgartenie” w łóżkowych retrospekcjach bohaterowie nie tylko rozmawiają. Jednak główny męski bohater Sy, profesor Princeton i pisarz, którego matka nazywała się Auster (znaczące, prawda?) – wspomina żonę poetkę Annę, z którą prowadził korespondencję bardziej intelektualną niż miłosną. Na pewną bardziej sążnistą niż ta Auster–Coetzee, bo po 140 listów w obie strony. A z niemal slapstickowej pantomimy starczych potknięć (dosłownie i w przenośni), a także rozkojarzeń i sklerozy typowej dla starszych panów wyłania się historia miłości i miłosnego bólu fantomowego, który trwa przez dekadę po śmierci ukochanej – chciałoby się powiedzieć Eurydyki utraconej przez Orfeusza. Miłosnego bólu fantomowego, bo jeśli po amputacji części ciała wciąż ją się czuje, to mąż i żona, kochanek i kochanka przez lata związku zrośli się w jedno ciało, jeśli nawet zachowali fizyczną odrębność i prywatność, jeśli można o czymś takim mówić w jednej sypialni, pod jednym dachem.
Czytaj więcej
Znany pisarz, scenarzysta i reżyser Paul Auster zmarł 30 kwietnia w Nowym Jorku. Miał 77 lat.
Po śmiertelnym wypadku Anny, do którego doszło, ponieważ Anna chciała żyć pełnią życia, wyciskać z niego radość, nie odpuszczając żadnej okazji – Sy wciąż rozpamiętuje ich codzienne rytuały, nawiedzają go wspomnienia, jest nawet telefon z zaświatów. Są także mniej lub bardziej postronni goście: inkasent, pani sprzątająca, wchodzący na karty powieści ze swoimi historiami. Jednak w zalewie rzeczy, jakie Sy zrobił lub zapomniał zrobić, co ma odcień komizmu, najważniejszy jest mały aluminiowy garnek, który przypalił się na pierwszej stronie książki. Proust miał magdalenkę, Sy ma naczynie kupione za 10 centów w sklepie z taniochą, rzecz w tym, że to pamiątka po pierwszym spotkaniu z Anną, gdy nie wiadomo było jeszcze, jak potoczy się ich znajomość.
Paul Auster, Polska, Ukraina
Jej kolejne rozdziały poznajemy z tego, co Anna pozostawiła w rękopisach wierszy, autobiograficznej prozy i notatek. Auster ma pożywkę dla „Baumgartena”, zaś Sy zbiera z tego kolejny tom. Jednocześnie, tak jak to u Austera, co najbardziej pokazał w powieści „4321”, zarysowującej wzorem „Przypadku” Kieślowskiego różne warianty amerykańskiego losu – w miłosną historię wplata przeszłość kilku rodzin oraz wzloty i upadki swojego pokolenia. To konfrontacja z konserwatyzmem pokolenia rodziców na dorobku, hipiserką i wojną w Wietnamie, która dotknęła pierwszego chłopaka Anny, znajdującego się pod presją ojca. Ale są też żydowskie rodowody mające korzenie w Warszawie i Iwano-Frankiwsku, czyli dawnym Stanisławowie. Anna i Sy mieli szczęście: ich przodkowie w porę wyemigrowali z Europy Wschodniej przed Holokaustem, a dostali też szansę od protoplastów. Często przyjmowali los gałganiarzy i biedakrawców z migranckiego rozdania, ale bywało też, że w konflikcie z rodzicami sięgali po nowe, lepsze życie. To nie były awanse z pucybuta na milionera, ale są tacy, co od forsy wolą pisać i nauczać.